Kilka nieporozumień na temat kręgów. Męskich. Kobiecych. Każdych.
1. Krąg to nie „wspólne płakanie za tatą”
Serio. Część osób, z którymi rozmawiam, ma opór przed kręgiem, bo myślą, że to taka grupka biednych ludzi, co siądzie i będzie „płakać za tatą”. A potem wszyscy powtarzają, jak cudownie jest w kręgu. Taki trochę rap o rapowaniu.
„Większość rapu jest o tym, jak raper doskonale rapuje.”
Podobnie tu: krąg o tym, jak fajnie być w kręgu. Ale to nie jest istota. To tylko warstwa powierzchniowa.
2. Krąg to nie „praktyka duchowa”
To praktyka życia. Krąg to może i ma swoje korzenie w duchowości, ale jego rdzeń to… behawioralno-poznawcze ćwiczenie grupowe.
Siedzisz z innymi. Czekasz. Nie przerywasz. Nie oceniasz.
To naprawdę robi coś z umysłem – trenuje uważność, cierpliwość i samokontrolę. I robi to lepiej niż wiele „apek do medytacji”.
3. Krąg to nie „terapia grupowa”
To nie psychoterapia. To nie grupa wsparcia. To narzędzie. Forma. Technika.
Ludzie uczący prowadzenia kręgów ciągle wracają do jednej metafory: fajka pokoju i starszyzna wokół ognia.
Krąg to narada.
A naradę można zrobić w firmie, spółdzielni, fundacji, a nawet… w rodzinie.
Krąg nie leczy. Krąg porządkuje.
4. Krąg to nie wydarzenie specjalne
Nie trzeba księżyca w pełni ani zgody Rady Starszych.
Wystarczy potrzeba.
Wystarczy jakiś przedmiot (patyk, kubek, poduszka). Wystarczy jedno zdanie:
„Proponuję krąg.”
Albo lepiej:
„Potrzebuję kręgu.”
I już.
Można nawet online. Tak, w Zoomie. Z opcją „podnieś rękę”.
5. Krąg to nie publiczne wywlekanie brudów
To nie reality show.
To przestrzeń poufności i szacunku.
„Co dzieje się w kręgu – zostaje w kręgu.”
A przekroczenie tej zasady to jak naplucie do ognia. Po prostu się nie robi.
A teraz kilka afirmacji
1. Krąg to magia
Ale nie w sensie ezoterycznym.
Magia polega na tym, że jedna kłótnia, jedno przekrzykiwanie się – nagle zamienia się w… ciszę i słuchanie.
Wystarczy głupi patyk.
Serio.
Talking stick. Talking cokolwiek. Szyszka. Poduszka. (Jak w „Breaking Bad”).
Zasada: mówi tylko ten, kto trzyma. I dzieje się coś.
2. Krąg to praktyczne narzędzie rozwiązywania problemów
Złych managerów poznasz po tym, że nienawidzą spotkań.
Bo „marnują czas”.
A potem marnują więcej czasu na naprawianie błędów, które wynikły z braku rozmowy.
I mówią, że to „startup mentality”.
Tymczasem krąg to:
- „komunikat JA”
- „zero ocen”
I nagle da się mówić o problemach bez raniących interpretacji.
To działa.
Na zebraniach. W projektach. Nawet przy podziale zmywania.
3. Krąg to nauka komunikacji, której nie uczą w szkole
„Przeciwieństwem mówienia nie jest słuchanie. Przeciwieństwem mówienia jest… czekanie.”
W kręgu uczysz się właśnie czekać.
I to zmienia wszystko.
Słuchasz, przemyślasz, dopiero wtedy mówisz.
A strażnik kręgu – taka lokalna „moderacja” – pilnuje, by nie wróciły stare nawyki: przerywanie, ocenianie, dominowanie.
4. Krąg to geometria równości
Nie ma tronu. Nie ma podium.
Jest tylko krąg.
Każdy może mówić. Każdy może zwołać krąg.
„Nie uznaję żadnego szefa poza Kręgiem.”
To powiedziała znajoma.
I miała rację.
W kręgu nie ma „ale”.
Jest: „tak – i”.
Nie „przeciwnik”.
Jest: „propozycja”.
To zmienia jakość współpracy.
5. Krąg to miejsce, gdzie pojawia się TO – a okazuje się MOJE
Empatia. Połączenie. Archetypy.
Jung kiwa głową. Pole morfogenetyczne też.
Każdy z nas jest inny.
Ale każdy z nas zna smutek.
I strach.
I złość.
I nagle okazuje się, że nie jesteś sam.
Nie jesteś dziwny.
Nie jesteś przesadzony.
Jesteś połączony.
Epilog: każdemu kręgowi przyda się strażnik
W kręgu zawsze ktoś zacznie filozofować („bo my ludzie przyszłości…”), ktoś rzuci żartem („krąg? może pizza?”), ktoś zacznie dawać rady.
I to wszystko jest okej – jeśli mamy strażnika.
Kogoś, kto przypomni zasady.
Cicho, z troską.
Bo krąg to delikatne naczynie. I trzeba o nie dbać.
Lubię sobie żartować, że:
Męski krąg to kuźnia męskiego feminizmu.
Empatia, braterstwo, siedzenie na trzeźwo, rozmowa, wrażliwość.
Nie po to, żeby być „miękki”.
Ale żeby być prawdziwy.
Świadomy. Silny. Pokorny.
I to jest, kurczę, piękne.


Dodaj komentarz