Jak czuje się powstaniec?

Wczoraj coś we mnie pękło.

Szedłem podziemiami z metra Świętokrzyska. Po ośmiu godzinach siedzenia pod jednym urzędem, w hałasie motopompy i patrzenia kolejny dzień, jak ktoś wlewa w ziemię pięć tysięcy litrów wody, wracałem do domu. 

Był piątek.

Miałem w sobie piwo i poczucie kompletnego bezsensu czegokolwiek.
Jechałem schodami ruchomymi z tego podziemia, kiedy znowu go usłyszałem.

Ten sam krzyk, który teraz, po ośmiu miesiącach słuchania go dniami i nocami, rozpoznałbym w piekle wśród miliona innych krzyków.

Ten sam krzyk, który o czwartej rano wyrwał mnie ze snu.
Zaspany i odrętwiały stwierdziłem, że to dobra okazja, że wojna rzadko zaczyna się po śniadaniu i kawie. Na ślepo założyłem ubranie, buty i wybiegłem na ulicę. Zastałem go, z twarzą w błocie i gołym tyłkiem. Więc tylko obiecałem mu, co się stanie, jeżeli nie przestanie się drzeć.

Ten, sam, który innym razem obudził mnie przed budzikiem, o piątej dwadzieścia.
Zszedłem na dół w drodze do pracy i mocno go popchnąłem.
Powiedziałem mu, że ja też mam ciężkie życie i ochotę drzeć ryja wniebogłosy przez cały dzień.
Ale że na tej ulicy ludzie mieszkają, chcą odpocząć – a on musi się kontrolować. Wszyscy musimy się kontrolować. Bo co będzie, kiedy wszyscy zaczną się tu drzeć?

Powiedział wtedy coś zaskakującego. 

“Dziękuję, że zobaczyłeś we mnie szłowieka”.

Od tamtego czasu nawet podawaliśmy sobie ręce i dostał ode mnie parę złotych.

A potem wrócił ten sam krzyk, dzień i noc, od ośmiu szczęśliwych miesięcy.

“Godzina piąta minut trzydzieści, 
kiedy pobudka zaaagraała
Grupa rezerwy szła do cywila
Niejedna khurwa płakaaała.”

Wczoraj, to wszystko stało się jakoś samo.
Nie ogarnęła mnie furia, nie było żadnej krwawej kurtyny, nie pociemniało mi w oczach.
Żadnego nagłego uderzenia serca, wzrostu tętna, strachu.
Tylko bardzo jasna decyzja.

Rozluźniłem nadgarstki, rozprostowałem palce,
Kiedy dotarłem do szczytu schodów, zobaczyłem go, jakieś sześć metrów przede mną.
Patrzyłem mu prosto w oczy, przygotowując pięści.

Cztery kroki, prosty w szczękę, o dziwo dobrze wymierzony. 

Skąd ja to umiem? Nie wiem. Przecież nie ćwiczyłem sztuk walki, może jestem jakimś uśpionym agentem?
Potem kolejny. Potem, kiedy się odwrócił, prosty w potylicę.
Potem jeszcze jeden.

Myślałem o nogach. Nie myślałem o dłoni, ona zacznie boleć jutro.
Mój plecak leżał rzucony na środku ulicy, a ja wiedziałem, że coś się skończyło.
Skończyły się wszystkie cywilizowane metody załatwiania problemów. 
Skończyły się próby człowieczeństwa.

Żadna nie zadziałała.

Służby nie działają
System nie działa
Kultura nie działa
Współczucie nie działa
Prośba nie działa
Groźba nie działa
Ludzie nie działają

Żadne państwo nie zadziałało w żaden skuteczny sposób.
Żadna rozmowa, żadne upomnienie, żaden akt współczucia.

Skończyło się dzwonienie na 112, tylko po to, żeby patrol po raz kolejny go stąd zabrał, umył, nakarmił i odstawił w to samo miejsce.
Skończyło się chowanie głowy w piach i pytanie mnie w windzie, czy wiem, co się dzieje.
Skończyło się uprzykrzanie życia tysiącom ludzi dookoła.
Skończyło się terroryzowanie.
Skończyło się gaslightowanie, że to ja mam związać swój układ nerwowy na supeł.

Byłem gotowy ściągnąć na tę ulicę wszystkich mieszkańców, zewsząd.
Wszystkie siły porządkowe i specjalne, straż pożarną, helikoptery i snajperów. 
I zadać im wszystkim jedno pytanie:

Ile, kurwa, jeszcze?

Pierwszy raz w życiu poczułem, że od krzyku bolą mnie wszystkie mięśnie.
Krzyk nie dobywał się z płuc
Krzyczałem całym ciałem, od skóry na głowie, po zwinięte palce stóp.
Piana leciała mi z ust.

Chciałem, żeby tym razem policję wezwali do mnie.
Żeby to mnie zabrali, umyli, ostrzygli, nakarmili i odstawili w to samo miejsce.


Kiedy banda pijaków nie daje ludziom spać – to jest “folklor”.
A kiedy pojawi się jeden człowiek, który się na to nie zgadza to to jest nagle “widżilantyzm” i samosąd.

Nie. To jest, kurwa, powstanie. Kiedy już nie masz się gdzie cofnąć, nie masz dokąd uciec.
Kiedy widzisz, że już w twoim własnym domu nie ma dla ciebie miejsca.

Wtedy, ten dom zaczyna mieć nową wartość.

Dzięki Piotrusiowi, poznałem kolejne uczucie z katalogu ludzkich stanów – być gotowym do walki o niepodległość.

Posted in